Nie ma pieniędzy, nie ma wyników – tak można pokrótce, w dość jednoznaczny sposób zdefiniować zawodowy sport. Oczywiście zdarzają się wyjątki, jednak z każdym rokiem, odnoszę wrażenie, jest ich coraz mniej. Czy pod tą definicją należy wpisać ośmiokrotnych mistrzów Polski z Gdyni? Co prawda do bankructwa Asseco Prokomowi jeszcze daleko, choć trzeba przyznać, że jeszcze kilka miesięcy temu, nikt nie przypuszczał, że dzisiejszy obraz gdyńskiego klubu, będzie tak zaskakujący.
Jeszcze nie tak dawno w Trójmieście za rok gry Huseyin Besok inkasował 1 mln dolarów, Daniel Ewing 700 tys. dolarów, a Asseco Prokom na euroligowe spotkania udawał się wyczarterowanym samolotem. Wobec tego nie ma się co dziwić, że dziś w Gdyni sporo oszczędzają. Przy budżecie, który ma wynosić maksymalnie 12 milionów złotych, trudno o funkcjonowanie na takim samym poziomie sportowym, co przed laty. Można powiedzieć, że niektórzy prezesi polskich klubów mogą tylko pomarzyć o takich pieniądzach do dyspozycji. Niemniej jednak 12 milionów złotych jak na polskie warunki, to wciąż spora kwota. Odnoszę jednak wrażenie, że w Asseco Prokomie źle wydana…
Przy zespole, który zbudował, którym dysponuje Tomas Pacesas pojawia się coraz więcej znaków zapytania, czy jest w stanie wywalczyć dziewiąty tytuł mistrza Polski. Gdyby rozłożyć na czynniki pierwsze armie litewskiego szkoleniowca, trudno stwierdzić, czy jego żołnierze są gotowi na wojnę. Jedynym zawodnikiem, który podtrzymuje realne szansę na obronienie tytułu mistrzowskiego jest Donatas Motiejunas. Co prawda nie wiadomo, czy młody litewski koszykarz dotrwa w barwach Asseco Prokomu do końca sezonu. Z usług tego gracza zrezygnował Efes Pilsen Stambuł, ale chętni do zakontraktowania tego chłopaka są wciąż Żalgiris Kowno, Azovmash Mariupol oraz Chimki Moskwa. O tym, że Motiejunas może opuścić Gdynię pisałem na swoim Twitterze blisko dwa miesiące temu. Jednak w całej sprawie brakuje mi głosu Bennetonu Treviso, czyli klubu skąd został wypożyczony Litwin. Pacesas na łamach Gazety Wyborczej twierdzi, że żadna kwota nie przekona go do oddania Motiejunasa – ciekawe.
W przypadku odejścia Motiejunasa Asseco Prokom, a przede wszystkim Tomas Pacesas, zostałby postawiony w w bardzo trudnej sytuacji przed rozgrywkami w Tauron Basket Lidze. Obserwując poczynania gdynian w lidze VTB, trudno dostrzec pewien monolit, który mógłby przeważać nad innymi zespołami. Na dzień dzisiejszy Pacesas dysponuje solidnymi Polakami, nieobliczalnym Jerelem Blassingame’em, niedoświadczonym Motiejunasem oraz Michaelem Kueblerem. Nie wspominam nawet o niejakim Fedorze Dmitrievie, bo zupełnie nie rozumiem dlaczego jeszcze przebywa w Gdyni.
Jakby problemów było mało, to w niedalekiej przyszłości może okazać się, że Tomas Pacesas poprzez swoje wpisy na blogu strzelił sobie w kolano. Na swojej stronie Litwin obraził niemal całe środowisko koszykarskie – władze Polskiej Ligi Koszykówki, zarząd PZKosz, sędziów, a ostatnio nawet dziennikarzy. Jestem przede wszystkim ciekaw jaka będzie odpowiedź (w czynach) panów arbitrów. I naprawdę, nie byłbym w ogóle zdziwiony, gdyby na mecz ćwierćfinału Polski Zbigniew Szpilewski, szef Wydziału Sędziowsko-Komisarskiego PLK, desygnował Wiesława Zycha jako komisarza, a głównym arbitrem byłby Grzegorz Ziemblicki. Jestem jednak głęboko przekonany, że środowisko ma dość Pacesasa i chce się go pozbyć.
Coraz mniej zaufania wobec Litwina ma chyba także Ryszard Krauze, o czym też już pisałem na blogu. O ile brak poparcia protestu w sprawie meczu o Superpuchar Polski gdyńskiego biznesmena można było tłumaczyć zachowaniem właściwiej dyplomacji, o tyle zatrudnienie Waltera Jeklina na stanowisku dyrektora sportowego Asseco Prokomu, to wyraźny policzek w stronę Pacesasa. Nie jest tajemnicą, że panowie się nie lubią, wobec tego trudno liczyć na owocną pracę obydwu panów. Co ciekawe Słoweniec pracę w Trójmieście miał rozpocząć od 1 lutego, a według moich informacji, w biurze Asseco Prokomu jeszcze się nie pojawił. Nie ma go także w stopce ”Pracownicy” na oficjalnej stronie klubu, która w tych sprawach zawsze działała bardzo sprawnie. Pewne jest jedno, po tym sezonie, któryś z panów będzie zobligowany do rozpoczęcia nowego ‘‘STARTU”.
Podsumowując… Będąc w Katowicach na Meczu Gwiazd miałem okazję porozmawiać z Łukszem Koszarkiem, któremu zadałem następujące pytanie. ”Czy złoty medal mistrzostw Polski będzie smakował tak samo, jeśli w finale pokonacie powiedzmy Turów a nie Prokom?”. Łukasz odpowiedział ”Chciałbym zdobyć złoto, pokonując w finale Asseco Prokom”. Obawiam się, że tak pełen podtekstów finał może nie mieć miejsca… A szkoda!
Pozdrawiam,
Paweł
PS. Kończąc chciałbym przeprosić za chaos, nieład i za wszystko. Brak czegokolwiek, jednak musiałem już cokolwiek napisać.
Grafika www.asseco.prokom.pl
Podobne wpisy:
- Pacesas wygrywa w internecie, przegrywa na parkiecie Najnowszy bloger na koszykarskim rynku w Polsce Tomas Pacesas ostatnich...
